ateny street art

Ostatnio zebrało mi się na zwiedzanie europejskich stolic. Siłą rzeczy również Ateny znalazły się na tegorocznej liście. Było warto! Co prawda wycieczka rozpoczęła się od podróży autobusem z lotniska 20 km w złym kierunku o 1 w nocy… ale przecież nie byłabym sobą, gdyby to się nie stało.
Do tego zapomniałam, że mam być blogerką i na wycieczkę nie zabrałam aparatu. Wygląda na to, że iPhonowe arcydzieła będą musiały wystarczyć.

Przewodniki vs. rzeczywistość

Oczywistą kwestią jest, co zawiera przeciętny przewodnik po Atenach: kolumny, stare kamienie, wazy i rzeźby. Niezaprzeczalny dowód na to, że bez względu na pierwotną świetność i monumentalność, nic nie jest wieczne. Takie delikatne, ale upierdliwe „memento mori”.

kolumny
O ile wszystkie te rzeczy są totalnie niesamowite i naprawdę dają do myślenia, jednak trochę szkoda, że takie miejsca stają się komercyjnym produktem, z narzuconą z góry etykietką „miejsca narodzin demokracji” czy innej „kołyski filozofii”.

IMG_3001_x

Dachowy fetysz

W tego typu miejscach zawsze najbardziej intryguje mnie przenikanie się starego z nowym, tego co oczywiste (bo kto jedzie do Aten i nie idzie na Akropol?) z tym, co ukryte.

IMG_3076_x

Chyba mam jakiś fetysz związany z barami na dachach, bo ostatnio bezwarunkowo je uwielbiam. Dla przykładu weźmy takie właśnie miejsce, wieczorem, w nieoczywistej uliczce oddalonej nieco od centrum: z jednej strony widok na Akropol – idealnie podświetlony, w całej okazałości, w tle electro, a na wielkiej ścianie projekcja kreskówki, którą ktoś bez wątpienia wyreżyserował na totalnej fazie. Kompletny mix zupełnie nie związanych ze sobą rzeczy. To nie jest miejsce z przewodnika. Bez znaczenia jest to, czy kiedykolwiek tam wrócę. To chwila. I nawet jeśli zabrzmi to najbardziej banalnie na świecie, podróże to właśnie takie momenty.

Niestety na hasło „hidden Athens” w internecie można znaleźć głównie opisy, jak wejść do znanych zabytków przez dziurę w płocie, nie płacąc za wstęp. Turystyczna cebula. Nie o to chodzi.
Oczywiście łażenie po przypadkowych dzielnicach zwiększa ryzyko, że ktoś w końcu urwie mi łeb, ale może nie będzie tak źle.

antio

Domyślam się też, że niektórym może wydawać się dziwne polowanie na streetart w mieście, które ma sięgającą kilka tysięcy lat wstecz historię.

Ale miasto to nie muzeum.
Miasto to ludzie, ich życie, miejsca i chwile. Niekoniecznie miłe i ładne. Ale z charakterem.

IMG_3280_x

drzwi

IMG_3020_x

IMG_3137_x

P.S. Co do ostatniego zdjęcia, przedstawiającego widok ze wzgórza Lykavitos, przyznaję, że wpadłam w turystyczną pułapkę klaustrofobicznej, bezsensownie drogiej, jadącej w ciemnym tunelu kolejki liniowej, powodującej trwałą traumę. Z komercyjnych powodów schody są kompletnie schowane, ale jeśli mam dać jedną pseudoprzowednikową ateńską radę – szukajcie, a znajdziecie. 😉