gotowe

Po pierwsze, chyba jestem Wam winna wyjaśnienie, dlaczego wpakowałam nasiona chia na blog o życiu w korpo. Z góry uspokajam tych, którzy podejrzewali, że jest to początek transformacji w kierunku bloga kulinarnego. Cóż, zdjęcia jedzenia wychodzą dobrze tylko w naturalnym świetle. A ja hm… pracuję w Mordorze na Domaniewskiej, więc co to właściwie jest naturalne światło? Podczas zimowego sezonu z zasady jest ciemno, zimno i nic się nie chce. Dlatego zaczęłam się zastanawiać nad posiłkami, które dostarczają energii i mają korzystne właściwości przy ogólnym zmęczeniu i senności, które są typowe dla tej pory roku. Większość diet tego typu opiera się na składnikach z dużą ilością żelaza. Jednym z przykładów są właśnie nasiona chia.

A może chia są passé?

Przepisy na desery z nasionami chia, czyli szałwii hiszpańskiej zaczęły się w niekontrolowany sposób rozprzestrzeniać na blogach już wiele miesięcy temu. Można byłoby więc powiedzieć, że trochę się spóźniłam z tematem. Jednak biorąc pod uwagę fakt, że nasiona te były popularne już wśród Majów i Azteckich wojowników (w języku starożytnych Majów „chia” oznacza siłę) to chyba wszyscy jesteśmy trochę do tyłu. W kontekście długich godzin pracy w biurze, która wymaga maksymalnego skupienia i sporej ilości energii warto zwrócić uwagę w szczególności na wspomnianą wcześniej zawartość żelaza (którego znajdziemy w chia więcej niż w szpinaku) i omega-3.

To co z tym deserem?

Tak więc potrzebne nam będą:

  • ¾ szklanki wiórków kokosowych
  • 1 ¼ szklanki wody przegotowanej lub mineralnej
  • 3 łyżki nasion chia
  • 4 owoce kiwi
  • wiórki czekoladowe
  • 2 łyżki miodu

sklad2

Mleko kokosowe (na 2 porcje deseru)

Zaczęłam od przygotowania bazy w postaci mleka kokosowego.
Podczas pierwszej próby zachęcona wskazówkami, które znalazłam na stronach z przepisami wykorzystałam zwykłe mleko krowie. Błąd. Mleko kokosowe charakteryzuje się natomiast odpowiednią gęstością. Oczywiście można byłoby wykorzystać gotowe mleczko kokosowe ze sklepu, ale skoro już rozmawiamy o ważnych składnikach odżywczych, biorąc pod uwagę skład takiego produktu obawiam się, że trochę zaburzyłoby to koncepcję.

Na początek zalewamy wiórki kokosowe wodą i odstawiamy do lodówki na około 4 godziny. Po tym czasie dokładnie (ale seriously – mega dokładnie) zblendowałam mieszankę.
Kokos pełni tutaj rolę zagęszczającą bazę dla nasion. Jeśli macie jakiś pomysł na gęste mleko innego typu, chętnie wykorzystam. Szczerze mówiąc chętnie pozbyłabym się tego kokosa, bo to chyba ten jeden smak za dużo w tym przepisie.

Baza chia

Do gotowego mleka kokosowego dodajemy 3 łyżeczki nasion chia (Szczerze mówiąc nie słyszałam, żeby ktoś zginął w wyniku złotego strzału nasionami chia, ale na opakowaniu znajdziecie maksymalną dzienną dawkę, której podobno lepiej nie przekraczać). Dodajemy też 2 łyżki miodu.
Mieszankę należy odstawić do lodówki, najlepiej na całą noc.

polowa2

Owocowy finisz

W tym celu wykorzystałam zblendowane kiwi. Tak na marginesie, kiwi podobno wspomaga wydzielanie serotoniny, więc przy okazji mój deser może poprawić nastrój – przyda się, szczególnie w poniedziałki.
W sumie to jestem nawet pewna, że ten deser może poprawić nastrój, bo na koniec dorzuciłam czekoladę… W końcu w moim pierwszym wpisie na tym blogu o fajnych rzeczach, których tu nie znajdziesz pisałam, że na na pewno nie zostanę fit freakiem. A zresztą przecież czekolada ma mnóstwo magnezu…

gotowe2

Kokosowa baza deseru ze względu na swoją gęstość świetnie nadaje się do transportu, jeśli chcemy zjeść deser np. w biurze. Wtedy jednak sprawdzą się mniej wyrafinowane dodatki owocowe, takie jak pokrojony w plasterki banan.

And kids, this is finally the story of how I made a chia dessert.

Chcesz być na bieżąco z moimi nowymi wpisami? Polub fanpage corporedhead na Facebooku.