19H2x
Każda dziedzina nauki ma swoje sztandarowe pytanie, nad którym głowią się kolejne pokolenia ekspertów, bez końca nawzajem przekonując się do swoich racji. Ekonomiści zastanawiają się, czy „niewidzialna ręka rynku” działa lepiej niż kontrola państwa, a w psychologii takim dylematem jest to, czy o naszym zachowaniu i przekonaniach decydują geny czy środowisko. Na pierwszy rzut oka te dwa pytania nie mają ze sobą nic wspólnego, ale czy na pewno?

To zależy!

Psychologom udało się w końcu dojść do imponującego wniosku: „OBIE te rzeczy (geny i środowisko) mają wpływ”. Wow! Jednak jak wiadomo, każdy psycholog będzie drążył problem dalej. „Ok, ale co ma WIĘKSZY wpływ?” Tak jak w przypadku dowolnie postawionego pytania z dziedziny psychologii (szczególnie społecznej) dojdziemy w ten sposób do jeszcze bardziej odkrywczej odpowiedzi „To zależy!”.

A jak to się ma do polityki?

Racjonalni wyborcy

Lubimy myśleć o sobie jako o kompetentnych osobach, które podejmują przemyślane decyzje w oparciu o obiektywne przesłanki. Ten fakt potęguje dodatkowo przekonanie, że „inni nie mają racji”. Na skróty więc dochodzimy do wniosku, że dobre jest to, co jest dobre dla nas. Oczywiście w pełni świadomie. Problem tylko tkwi w tym, czy faktycznie mamy nad tym wszystkim taką kontrolę, jak nam się wydaje.

Polityczne geny

Co jakiś czas pojawiają się teorie wiążące genetykę z polityką, czyli dziedziny, które na pierwszy rzut oka są od siebie bardzo odległe. Według jednej z nich gen DRD4 wpływa na to, jak konserwatywne są nasze poglądy. Na marginesie dodam, że to też jeden z „genów zdrady” (no tak, w końcu trzeba mieć jakąś wymówkę), więc robi się naprawdę dramatycznie. Idąc dalej, wychodzi na to, że singielki podczas owulacji stają się mniej konserwatywne i religijne, ale u mężatek jest już odwrotnie. Konserwatywni faceci, walczący o własność prywatną to z kolei wulkany testosteronu. Czy nam się to podoba czy nie, składa się to w całkiem logiczną całość. Już nie wspominając o tym, że samo to, czy w ogóle kwestie polityczne nas interesują ma swoje biologiczne podstawy.

Politycy kontra mózgi

Oczywiście to wszystko jest dużym uproszczeniem, bo chociażby wspomniany gen DRD4 wiąże się z poziomem dopaminy, czyli hormonu przyjemności, motywacji i “poszukiwania wrażeń”. Zatem przekonania polityczne są tu tylko przejawem i częścią większej calości.

Jeszcze dorzućmy sobie do tego psychologię poznawczą i pierwsze z brzegu założenie, że szukamy informacji, które potwierdzają przekonania, które już mamy, a odrzucamy to co jest z nimi sprzeczne.

No cóż, jeszcze kilka takich eksperymentów i się okaże, że żadna manipulacja polityczna już nie jest potrzebna, bo największego psikusa robi nam nasza własna natura, która dla polityków gimnastykujących się przy każdych wyborach, żeby nas do siebie przekonać może być bardzo silnym przeciwnikiem.

Chcesz być na bieżąco z moimi nowymi wpisami? Polub fanpage corporedhead na Facebooku.