pinezki2

Politycznie zmanipulowane media masowe to wiecznie żywy temat – zapychacz dyskusji. Przy okazji wielokrotnie spotkałam się z przekonaniem o wyższości internetu, który rzekomo daje nieograniczoną swobodę w wyborze treści według własnego uznania.

Przeczytajmy internet

O ile jednak jestem w stanie wyobrazić sobie sytuację, w której ktoś ogląda trzy wersje wieczornych wiadomości w TV, aby uzyskać obiektywne spojrzenie na świat, z internetem sprawa może się trochę skomplikować. Nie chciałabym nikomu podcinać skrzydeł, ale jak można wnioskować chociażby na podstawie tego jak wygląda wydrukowana niedawno papierowa wersja Wikipedii, przeczytanie całego internetu może być zadaniem lekko problematycznym. Zatem wybrać wartościowe treści możemy sobie co najwyżej z tego, co ktoś z jakiegoś powodu zdecydował się nam wyświetlić.

Tylko czy to faktycznie coś złego? Ja osobiście nie mam pretensji do Facebooka ani do Google’a za to, że od 2 tygodni na każdym banerze prześladuje mnie ta sama para Conversów. Sama w swojej dotychczasowej karierze niejedną taka reklamę biednym internautom podsadzilam pod nos. Już naprawdę wolę oglądać te Conversy niż powiedzmy, środki na menopauzę czy kaszki dla dzieci.

Nieogarniające mózgi

Oczywiście najlepiej byłoby, żebyśmy mogli sami o tym wszystkim decydować. Głównymi winowajcami są tutaj jednak nasza natura i mózgi nieogarniające nadmiaru informacji. Jakieś 3 lata temu (kiedy jeszcze ilość informacji na fejsie wydawała mi się w miarę ogarnialna) jako wyraz buntu wyłączyłam filtrowanie tego co wyświetlało się na feedzie. Nie wytrzymałam nawet jednego dnia.

Poza tym, podświadomie ignorujemy to, co nie jest zgodne z naszymi schematami, bo nie jesteśmy w stanie przetworzyć ogromu danych. Ten fakt jest niepodważalny, a wszelkie algorytmy i mechanizmy wyświetlania treści (oczywiście nie zawsze idealne) są jego pochodną, wyborem najmniejszego zła.

Jajko czy kura?

Oczywiście byłoby to tragiczne jeśli sposób, w jaki palec Ci zjedzie na przypadkowego like’a podczas bezmózgowego scrollowania definiowałby w oczach reklamodawców to, kim jesteś. Ale zaglądając zawodowo w te systemy trochę od środka sądzę, że jednak tak nie jest. Może jako fanatyczny miłośnik folk metalu i gier RPG nie dowiesz się o organizowanym zaraz obok Twojego domu kursie szycia na maszynie. Można by zatem uznać że internet pozbawia nas możliwości wyboru alternatywnych biegów naszego życia. Tylko czy mając swobodę wyboru wziąłbyś udział w tym kursie? Nie. Po prostu nie lubimy jak ktoś podejmuje za nas decyzje.

Pytanie dotyczy tego, gdzie jest granica między manipulacją naszym postrzeganiem świata a dopasowaniem do tego kim i tak jesteśmy. Tylko co było pierwsze: jajko czy kura?

Świat, który poznajemy przez ekran smartfona zawsze będzie subiektywny. Nie chodzi o to, żeby rozkładać na czynniki pierwsze każdy pedantycznie postawiony przecinek, każdą kropkę nienawiści, a w każdej pochlebnej opinii na temat produktu doszukiwać się spisku. Bądźmy jednak świadomi pewnych zjawisk i to co znajdziemy w internecie zawsze dzielmy przez dwa. A na wszelki wypadek przez cztery.

Chcesz być na bieżąco z moimi nowymi wpisami? Polub fanpage corporedhead na Facebooku.