W trakcie aktywnego tygodnia ciężko o kompleksowe pielęgnacyjne zabiegi. Dlatego przedstawiam Wam moją toplistę kosmetyków, które pozwalają ukryć oznaki zmęczenia, a przy okazji się zrelaksować.

Tony Moly – Panda’s dream Stick

tony
Na pierwszy rzut oka – najbardziej uroczy kosmetyk, jaki można sobie wyobrazić. W takich sytuacjach wychodzi na to, że praca w marketingu niczego mnie nie nauczyła – słodkie opakowanie w kształcie pandy wystarczyło, żebym resztkami sił odwiedziła cztery różne Sephory, żeby w końcu go znależć. Na szczęście opakowanie to nie jedyna zaleta tego sztyftu. Do tego dochodzi przyjemny zapach, delikatne nawilżenie, a przede wszystkim cudowne chłodzący efekt dla skóry pod oczami, który można jeszcze wzmocnić wkładając sztyft do lodówki. Po jego wchłonięciu o wiele łatwiej jest zastosować np. korektor. W końcu zawarty w składzie ekstrakt z bambusa to jeden z sekretów urody Koreanek, więc coś musi być na rzeczy.

Vichy Normaderm Night Detox

vichy
Kosmetyk dla tych, którzy mimo, że nastolatkami już dawno nie są (niestety – pora to przyznać), to nie udało im się ostatecznie rozprawić z niedoskonałościami. Do jego zakupu trzeba mieć także „dorosły” portfel – regularna cena tego kremu to około 80zł. Jednak przyjemny zapach i konsystencja, bardzo wygodna aplikacja i nawilżenie w ciągu nocy sprawiają, że przy okazji jakiejś promocji (np. często można upolować go taniej w SuperPharm), warto się skusić.

Mary Kay Skinvigorate

marykay
Długo się zastanawiałam nad zakupem szczoteczki do twarzy, szczególnie że w przypadku wielu producentów ceny są kosmiczne (jak chociażby intensywnie lansowane w mediach modele Philipsa). Do tego spotkałam się z wieloma opiniami, według których taki sprzęt zamiast pomagać skórze, jeszcze jej szkodzi. Dlatego korzystam ze szczoteczki ok. 3 razy w tygodniu, na zmianę z tradycyjnymi metodami oczyszczania – myślę, że to najbardziej bezpieczne rozwiązanie. Swoją Skinvogorate kupiłam za 195zł i uważam, że to bardzo dobra inwestycja. Nie tylko dokładnie usuwa resztki makijażu, ale także zapewnia przyjemny masaż (co jest moim zdaniem w tym przypadku nawet ważniejsze) – w sam raz na koniec ciężkiego dnia.

body
Ostatnia wiralowa akcja dotycząca DecoMorreno mogłaby sugerować, że kakao nadaje się tylko do czytania. Okazuje się, że całkiem dobrze sprawdza się jako peeling. Kosmetyk ma dosyć mocny zapach, ale jednocześnie naturalny, więc ogólnie na plus. Przy tym ma dosyć intensywne działanie – drobinki nie rozpuszczają się zbyt łatwo w wodzie, dzięki czemu jest bardziej skuteczny (chociaż trochę ciężko się ich potem pozbyć). Producent twierdzi, że peeling zawiera masło kakaowe wytworzone zgodnie z zasadami fair trade – przy całej wizji marki the Body Shop jestem skłonna w to uwierzyć. To mój pierwszy kosmetyk z the Body Shop, ale coś czuję, że nie ostatni.

Macie jakichś swoich kosmetycznych faworytów w dziedzinie oczyszczania?

Chcesz być na bieżąco z moimi nowymi wpisami? Polub fanpage corporedhead na Facebooku.