linked in5

Jeszcze niedawno wydawało mi się, że LinkedIn to kolejna społecznościowo – biznesowa platforma, której nie warto poświęcać większej uwagi. Słyszałam legendy o grasujących tam head hunterach, ale na oczy nie widziałam człowieka, który faktycznie dostałby w ten sposób pracę.  Ostatnio jednak jestem w fazie testowania i odświeżania profilu i przy okazji chciałam podzielić się z Wami moimi spostrzeżeniami dotyczącymi głównych funkcji – od tych bardziej oczywistych, a kończąc na tym, w jaki sposób wykorzystać LinkedIn do dystrybucji (np. blogowych) treści.

Reguła wzajemności

W ramach profilu masz możliwość wypisania listy swoich umiejętności, które z kolei mogą zostać potwierdzone przez innych użytkowników. W idealnym świecie na wszystko powinniśmy mieć papier, ale przecież nie zawsze tak jest, szczególnie w przypadku umów o dzieło/ zleceń i jednorazowych działań np. wykonywanych przez freelancerów. Jeśli możesz potwierdzić umiejętności swoich znajomych – zrób to, a przy okazji pomożesz im zbudować wiarygodny profil. Mimo, że mogłoby się wydawać, że wśród dorosłych, porządnych ludzi zasada „lajk za lajk” może nie działać, no coż…działa. Nie zapominajmy, że to także portal społecznościowy, a takie portale rządzą się swoimi prawami.

Obczajanie rekruterów

Rozmowa rekrutacyjna to z zasady jedna wielka niewiadoma, a wcześniejsze „poznanie” rekrutera pozwala trochę oswoić się z sytuacją  (standardowe śledztwo facebookowe może się tu nie sprawdzić). Przy okazji na podstawie informacji o wcześniejszym doświadczeniu tej osoby czy jej historii w firmie możesz sporo wywnioskować o tym, jakie masz szanse i jak wygląda potencjalna ścieżka kariery.

Zdjęcie na LinkedIn

Linked In to społeczność, a nie kartoteka szkolnych zdjęć legitymacyjnych. Nie jest to także formalny dokument. To taki punkt styczności między Twoim profesjonalnym a prywatnym „ja”. Moim zdaniem, jeśli chodzi o szeroko rozumiane zawody kreatywne, zdjęcie „pod krawatem” może przynieść więcej szkody niż pożytku.

LinkedIn jako szablon do kwestionariuszy rekrutacyjnych

Jeśli podobnie jak ja, dostajesz białej gorączki przy każdym niekończącym się kwestionariuszu rekrutacyjnym, to rozwiązanie dla Ciebie. Dobrze wypełniony profil na LinkedIn oszczędzi Ci sporo czasu, bo coraz więcej firm umożliwia opcję automatycznego zaciągania danych z profilu.

Linked In dla blogerów

Na koniec funkcja LinkedIn Pulse – idealna opcja dla blogerów i freelancerów. Oprócz wrzucania linków w sposób podobny jak na facebookowej ścianie, mamy możliwość dodawania na LinkedIn całych artykułów. To nie tylko dodatkowy sposób na dystrybucję treści, ale także możliwość zaprezentowania swoich umiejętności w praktyce (copywriting) czy wreszcie sposób na prowadzenie darmowego bloga firmowego.

W ustawieniach zmieniamy język na angielski i idziemy do sekcji „Home” , gdzie mamy opcję „Write an article”, która oferuje całkiem zgrabny edytor. Oto mój przykład: Inspirujące wykłady i kursy online. Artykuł zakończyłam trochę bezczelnym trikiem „czytaj dalej na corporedhead.com” i już się tłumaczę dlaczego.

Po pierwsze to szansa na dodatkowe wizyty na blogu. Po drugie: SEO – mamy fajnego linka prowadzącego do bloga z zewnętrznego źródła. Poza tym, nie chciałam wrzucać tekstu w całości, żeby uniknąć duplikacji treści (która z punktu widzenia pozycjonowania także jest ble). Dlatego też część tekstu, która została opublikowana na LinkedIn delikatnie różni się od odpowiadającego jej fragmentu na blogu.

Macie już jakieś swoje artykuły na LinkedIn? Chętnie poczytam!