multitasking

Podobno kiedy John Wayne żuł gumę, spadał ze schodów, bo był w stanie robić tylko jedną rzecz na raz. Oczywiście to totalnie przerysowany przykład, jednak śmiem twierdzić, że tzw. multitasking, czyli tak bardzo pożądana przez pracodawców umiejętność ogarniania 100 rzeczy jednocześnie, po prostu NIE ISTNIEJE.

Oczywiście można jechać samochodem i jednocześnie prowadzić wymagającą intelektualnie dyskusję o sensie ludzkiej egzystencji. Jednak łączenie zadań jest możliwe tylko wtedy, gdy niektóre czynności są automatyczne i opierają się na wykorzystaniu różnych partii mózgu (gdyby tak nie było, skupieni na zawodowych obowiązkach musielibyśmy np. przestać oddychać ;). To co zazwyczaj bierzemy za prawdziwy multitasking, w rzeczywistości jest przeskakiwaniem z jednego tematu na drugi, co jest nie tylko męczące, ale także kompletnie nieefektywne.

Odpocznę sobie, jak zrobię to, co mam do zrobienia…

…czyli największa pułapka ambitnych ludzi. Bad news: nigdy nie zrobisz WSZYSTKIEGO. W zawodowej rzeczywistości o wiele cenniejszą umiejętnością od ogarniania wszystkiego na raz jest zdolność ustalania priorytetów – oddzielenia krytycznych zadań (tych bez których zawali się świat) od tych, które mogą zaczekać na mniej intensywny moment. I najważniejsze – nie próbuj gasić wszystkich pożarów na raz!

No distractions

W kwestii odwracania uwagi źródłem wszelkiego zła i czynnikiem gwarantującym totalne wybicie z rytmu są firmowe komunikatory i skrzynka mailowa. Od kiedy wyłączyłam wyskakujące z powiadomienia o nowych wiadomościach i zamiast tego zaczęłam sprawdzać skrzynkę w regularnych odstępach czasowych, zauważyłam spory wzrost efektywności.

Kolejnym trickiem jest wrzucanie sobie zadań do kalendarza w Outlooku na konkretne godziny. Można byłoby przypuszczać, że ustawianie służbowych spotkań z samym sobą to ewidentny objaw schizofrenii. Jednak ja wolę patrzeć na to jako przejaw asertywności, szanowania swojego czasu i swoich planów + delikatny sygnał dla innych, żeby w tym czasie kontaktować się tylko w pilnych sprawach.

Nie czuję obowiązku, żeby posiadać wszystkie cechy, które składają się na etos idealnego pracownika. Bez multitaskingu da się żyć, a umiejętność samodzielnego wypracowania sobie efektywnych metod działania jest o wiele cenniejsza niż wbijanie się na siłę w narzucony szablon, wymyślony gdzieś, kiedyś w mitycznej krainie HR. 😉