Startup Stock Photos

Z założenia open space to wylęgarnia kreatywnych pomysłów, stymulator pracy zespołowej i miejsce konstruktywnego wsparcia współpracowników. W rzeczywistości jest to otwarta wieloosobowa przestrzeń biurowa, w której w wyniku licznych kompromisów jest zawsze za zimno lub za gorąco, za ciemno lub za jasno, powietrze jest za suche lub za wilgotne, a do tego śmierdzi chińczykiem, sushi lub skarpetą. Do tego dochodzi dyskryminacja, bo normy dla ustawień klimatyzacji są obliczane biorąc pod uwagę parametry męskich organizmów. Jedynym argumentem, którego nie sposób podważyć jest redukcja kosztów, na którą pozwala aranżacja otwartej przestrzeni. Ale cóż, podobnie zadziałałyby nawet piętrowe biurka, a to jeszcze nie oznacza, że powinniśmy je wdrażać.

Jak zwiększyć efektywność pracy na open space

Sposób 1 –  słuchawkowy mur – im większe, tym lepsze oczywiście. Zdania na temat wpływu muzyki na produktywność są podzielone. Największym wrogiem efektywnej pracy na open space jest jednak hałas pozostający poza naszą kontrolą. Dlatego starannie dobrana playlista okazuje się z zasady mniejszym złem. Najlepiej jednak zrezygnować z gotowych playlist oferowanych przez serwisy streamingowe, na rzecz znanych nam piosenek, najlepiej bez niespodzianek w postaci nagłych zmian rytmu. Dodatkowo w biurowej rzeczywistości słuchawki są delikatnym sygnałem „Nie przeszkadzać”.

Sposób 2 – ograniczenie wpływu innych bodźców – przez 8 godzin dziennie (optymistycznie podchodząc do tematu) przebywamy więc w środowisku wypełnionym odgłosami rozmów, kroków na korytarzu, trzaskających drzwi i zapachem obiadów. Dlatego warto ograniczyć wpływ innych niepotrzebnych bodźców. Pomogą nam w tym na przykład:

  • ogarnięcie folderów na komputerze (przyznaję – to mój odwieczny problem) – oczywiście zawsze znajdzie się do zrobienia coś pilniejszego, jednak odpowiednia organizacja plików przyniesie długofalowe korzyści ułatwiając koncentrację i zapobiegając traceniu czasu na gorączkowych poszukiwaniach zaginionego dokumentu.
  • prosta tapeta na pulpit – piękne krajobrazy z ciepłych krajów co najwyżej zaczną nas (spędzających zimowe, szare dni w biurze) po prostu irytować. Jeśli chodzi o tapetę na służbowym komputerze, polecam stylowy minimalizm. Jeśli nie macie pomysłu, zachęcam do skorzystania z tapet dostępnych na blogu One Little Smile.
  • ogarnięcie „papierowych” dokumentów i notatek – to równie ważna kwestia. Nie ma nic gorszego niż 10 różnych list to-do zapisanych na oddzielnych karteczkach.
  • porządek na biurku – czyli mama miała rację, że trzeba sprzątać…

Sposób 3 – zwiększenie kontroli nad otoczeniem – na większość elementów biurowego otoczenia oczywiście nie mamy wpływu. Personalizacja przestrzeni, w której pracujemy okazuje jednak się korzystna w wielu aspektach. Podobnie jest w przypadku biur open space – ulubiony kubek czy designerska myszka do komputera sprawiają, że podświadomie część biura wydaje się bardziej „moja”. Oczywiście należy zachować ostrożność, żeby nie “zagracić” biurka, bo wszelkie działania z punktu drugiego pójdą na marne.

Ofiary open space’a

Już wcześniej pisałam Wam o dwóch grupach ludzi, dla któych korpo może być szczególnie uciążliwe. O kim mowa?
– stażyści (zobacz też: Nie, stażyści nie robią innym kawy.) – być może słyszeliście o występujących w psychologii pojęciach facylitacji i hamowania społecznego. Są one związane z poziomem wykonania zadań w towarzystwie innych osób. Jeśli jesteśmy w czymś dobrzy, dodatkowa “publiczność” sprawi, że będzie szło nam jeszcze lepiej. Zewnętrzni obserwatorzy są jednak największym koszmarem początkujących. Sama obecność innych osób negatywnie wpływa na wykonanie zadania.
– introwertycy (zobacz też: Szklany sufit introwertyka) – większość w otoczeniu innych osób, często na przestrzeni nieprzekraczającej tej, która należy się chociażby w więzieniu? Oh dear…

Chcesz być na bieżąco z moimi nowymi wpisami? Polub fanpage corporedhead na Facebooku.