slow

W dzisiejszych czasach wszystko ma być slow – slow life, slow food i slow sex. Powoli, świadomie i bez stresu. Jak ta ideologia łączy się z biznesem? A tak właściwie, czy na pewno powinna się z nim łączyć?

Slow biznes według Google

Sprawdźmy w słowniku, co to właściwie jest ten cały slow biznes. Ok, słownik nie wie. Idziemy do Google’a. Tutaj z każdej strony napływają historie tych, którzy cudem uszli z życiem uciekając z wielkich korporacji. Potem podążając za swoimi pasjami, przekształcili je w doskonale prosperujące biznesy. Jasne, że są takie przykłady i super, że im się udało. Jednak nie wierzę, że to jest reguła. Oczywiście nie chodzi o to, że zaślepiona miłością do wielkich, międzynarodowych firm dyskwalifikuję każde inne rozwiązanie. Na pewno jednak to wszystko nie jest takie czarno- białe, własny biznes to nie wieczne wakacje, a każdemu przykładowi takiego sukcesu można przeciwstawić jakiegoś korpo Steve’a Jobsa dla równowagi.

Drugi nurt, na który trafiamy to slow zarządzanie. Tutaj założenia są trochę bardziej przekonujące. Lepiej coś dobrze zaplanować niż robić na szybko i pół życia spędzić na poprawianiu. No fakt. Nauczmy się nadawać zadaniom priorytety i świadomie nimi zarządzajmy. Też racja. Gdyby jednak istniały uniwersalne rozwiązania, które sprawdzają się w każdej sytuacji, byłoby zbyt pięknie. Specyfika niektórych biznesów po prostu stoi z tym nurtem w całkowitej sprzeczności. No chyba, że ktoś z Was potrafi na przykład przeprowadzić kampanię marketingową na Snapchacie w stylu slow. Obiecuję, że jak to zobaczę,  to zmienię zdanie.

Slow biznes według mnie

Niestety ani w dużej firmie, ani „na swoim” nie da się przewidzieć wszystkiego. Zawsze może pojawić się z dupy wzięty deadline, przed którym nie uchroni Cię najlepszy plan. Co więcej, z definicji najważniejsze momenty w życiu to jednocześnie mnóstwo nerwów. Chociażby śluby, narodziny dzieci czy zakup mieszkania, tak dla przykładu. Analogicznie, rozwój wiąże się ze zmianą, a każda zmiana to stres i to na pewno nie będzie slow, a w sumie to nawet nie powinno. Dla mnie od slow biznesu ważniejsze jest to, co ten biznes otacza – małe rzeczy, które składają się w większą całość.

Kiedy przez poranny pośpiech nie wydłubuję sobie oka eyelinerem.
Kiedy rano mam przygotowany outfit do pracy, którego nie przypalam w ostatniej chwili żelazkiem.
Kiedy nie szukam przez godzinę pliku na komputerze, kolejno od folderu “Pulpit 1” po “Pulpit kwadrylion”
Kiedy jem taki na przykład deser chia i myślę sobie, że to był dobry dzień.

Chcesz być na bieżąco z moimi nowymi wpisami? Polub fanpage corporedhead na Facebooku.