introwertykzdjmaska2x

Według powszechnego przekonania introwertyzm = nieśmiałość i nuda. Tyle, że to nieprawda. I teraz uwaga! – wchodzę w rolę psychologa – pogromcy mitów. Generalnie wszystko sprowadza się do różnic w układzie nerwowym. Każdy z nas ma swój próg tolerancji na bodźce z zewnątrz. Różnica polega na tym, że introwertyk potrzebuje tych bodźców mniej. I tak na przykład na imprezie w niczym tu nie pomoże Wasze „No jak to już idziesz do domu?” „Wypij jeszcze, to zmienisz zdanie”. No nie zmieni zdania. Introwertycy skupiają się na swoich wewnętrznych przeżyciach i refleksjach, a po jakimś czasie świat zewnętrzny zaczyna ich po prostu męczyć. (Ja też mam go czasem dosyć, muszę przyznać). Nieśmiałości oczywiście to nie wyklucza, ale są to odrębne cechy.

Refleksje i przemyślenia wzbogacają wewnętrznie, ale do wykarmienia rodziny może to nie wystarczyć. Jeśli więc chodzi o karierę zawodową (a już w szczególności karierę w korporacji), introwertycy mają o wiele trudniej już na etapie rekrutacji, podczas dalszej kariery, ale przede wszystkim pod względem awansu na wyższe rangą stanowiska.

Rekrutacja

Rzućmy okiem na dowolne ogłoszenie rekrutacyjne. Co tam mamy? „Umiejętność pracy w zespole”. „Otwartość na nowe wyzwania”, „Chęć do pracy w dynamicznym środowisku”, „Zdolność szybkiego podejmowania decyzji”. Uniwersalny etos korposzczura na każdym stanowisku. Puste sformułowania, zapychające wolne miejsca w każdym ogłoszeniu, bez względu na to, czy te cechy są w danym zawodzie w ogóle potrzebne.

Korpoteatr

Prawdziwe przedstawienie zaczyna się na rozmowie o pracę. Wspomniane ogłoszenie działa jak filmowy scenariusz. Po jego przeczytaniu w ciągu sekundy nasz introwertyk wchodzi w nową rolę – staje się przebojowy, pewny siebie i pełen pomysłów, a w głowie ma już przygotowane mnóstwo przykładów sytuacji potwierdzających każdy punkt zawarty w ogłoszeniu. Wykształciło się takie przekonanie, że pracę najtrudniej jest dostać, a potem to już jakoś będzie. Tylko, że potem taką rolę już trzeba będzie odgrywać każdego dnia, może i przez lata. Problem w tym, że w większości aktorami nie jesteśmy i kiedyś to się obróci przeciwko nam.

Czy warto udawać?

Po pierwsze na dłuższą metę to recepta na wypalenie zawodowe. Po prostu nie każdy jest stworzony do wszystkiego, dlatego lepiej skupić się na tym, w czym jesteśmy najlepsi.

Ogólnie rzecz biorąc, w życiu nie opłaca się udawać kogoś, kim nie jesteśmy z tego samego powodu, dla którego nie opłaca się udawać orgazmów – czyli dlatego, że druga strona naszego układu będzie zakładać, że jesteśmy zadowoleni z obecnej sytuacji, świetnie się w niej czujemy, więc nie ma sensu niczego zmieniać. Może być jednak tak, że odstawiając całą tę szopkę marnujemy swój prawdziwy potencjał i szansę na satysfakcjonującą pracę.

Introwertyczny szef

Problem w tym, że jest to dosyć abstrakcyjna koncepcja, bo takich szefów praktycznie nie ma. 96% z nich to ekstrawertycy. (Mądre potwierdzenie tego faktu znajdziecie tutaj). Tylko czy to na pewno dobrze? Przyjrzymy się kilku typowym cechom charakterystycznym dla introwertyków.

Quiet-people-have-the-loudest-minds

– potrzeba dokładnego przemyślenia problemu przed podjęciem decyzji – niby niedobrze, bo w korpo wszystko jest „na wczoraj”, a w najlepszym przypadku ASAP. Jednak może czasem lepiej zastanowić się dwa razy niż wpakować się w gówno.

– umiejętność słuchania innych – cecha ideał, ale niestety rzadko spotykana wśród przełożonych. Pozwala uniknąć narzucania z góry własnych „najlepszych pomysłów” i wzmacnia potencjał grupy. (Oczywiście tylko w przypadku, jeśli ta grupa w ogóle jakiś potencjał ma).

– zabieranie głosu tylko wtedy, gdy ma się coś do powiedzenia – w korpo i w życiu cecha na wagę złota, niestety wypada blado podczas zespołowej dyskusji, w której zapamiętuje się tych, którzy mówią dużo i głośno (nieważne, że bez sensu).

– lojalność – introwertycy charakteryzują się tym, że trudno zdobyć ich zaufanie, ale jeśli się uda to już do grobowej deski. Czy nie takiego lojalnego pracownika i managera potrzebują współczesne firmy?

Musicie wiedzieć jednak, że nic nie irytuje mnie bardziej niż generalizowanie. Przez gardło mi nie przejdzie stwierdzenie typu „Introwertycy są lepszymi szefami”. Wszystko jest względne i zależy od typu firmy i zespołu.

Wspomniany fakt, że niemal wszyscy szefowie są ekstrawertykami nie wynika z tego, że sprawdzają się oni w tej roli lepiej. Po prostu ogólnie przyjęty stereotyp sprawia, że stajemy się zbyt leniwi, aby sprawdzić, czy to faktycznie jest prawda. Dlatego wciąż czekam na to aż rekruterzy opanują dodatkowe skille oprócz copy- paste z ogłoszenia do ogłoszenia i zaczną się trochę głębiej zastanawiać, kogo tak naprawdę potrzebują w swoich zespołach. A w międzyczasie sami sobie także nie utrudniajmy życia.

Chcesz być na bieżąco z moimi nowymi wpisami? Polub fanpage corporedhead na Facebooku.